W blasku świec zaczyna się bal,
noc odsłania swój sekret i czar.
Słychać trąbkę, kurtyna już drży,
zaraz spełnią się najśmielsze sny!
Wszedłem do kabaretu, elegancki pan,
czarna muszka, biały kołnierz, doskonały plan.
Miałem wypić jeden kieliszek i iść spać,
lecz ujrzałem ją na scenie — chciałem zostać tam!
W czarnych pończochach, w czerwieni ust,
tańczyła tak, że brakowało tchu.
Gdy spojrzała na mnie, uśmiechnęła się,
już wiedziałem, że tej nocy nie wyśpię się!
Ach, co za noc, ach, co za bal!
Ona ma wdzięk, a on ma szal!
Ona kusi, on się śmieje,
coraz mocniej serce grzeje!
Ach, co za noc, ach, co za czar!
W oczach iskry, w sercach żar!
Niech orkiestra głośno gra,
niech ta zabawa wiecznie trwa!
Mam koronkę, mam pończochy,
znam spojrzenia pełne ochoty.
Jeden uśmiech, jeden gest,
i już każdy bliżej jest!
Nie wystarczy piękna muszka,
by zawrócić mi w serduszku.
Trzeba jeszcze trochę klasy,
nie wystarczą grube kasy!
Ona tańczy, ja wariuję,
serce w piersi podskakuje.
Miałem klasę, miałem szyk,
a tu nagle — z głowy pstryk!
Wszystkie damy patrzą z boku,
ja nie mogę zrobić kroku.
Ona puszcza do mnie oko,
a ja wzdycham zbyt głęboko!
Ach, co za noc, ach, co za bal!
Ona ma wdzięk, a on ma szal!
Ona kusi, on się śmieje,
coraz mocniej serce grzeje!
Ach, co za noc, ach, co za czar!
W oczach iskry, w sercach żar!
Niech orkiestra głośno gra,
niech ta zabawa wiecznie trwa!
Gdy przygasną wszystkie światła,
gdy ucichnie gwar i śmiech,
może zdradzę ci swój sekret,
jeśli tylko zechcesz chcieć.
Ach, co za noc, ach, co za bal!
Dziś dżentelmen stracił szal!
Niech wiruje cały świat,
niech orkiestra daje czad!
Ach, co za noc, ach, co za czar!
W oczach iskry, w sercach żar!
A gdy skończy się ten bal,
będzie komuś czegoś żal!
Dżentelmenie...
Muszka trochę krzywo.
Ale reszta... całkiem obiecująco!